Rozmowa z olimpijczykiem
14-08
07-08
04-08
03-08

 

LESZEK BLANIK, gimnastyk, brązowy medalista olimpijski z Sydney w skoku przez konia
 
Jest jedną z naszych medalowych nadziei. Nie kryje, że w Pekinie chce zdobyć medal – ale żeby zdobyć medal, trzeba walczyć o złoto – mówi. Tytuł mistrza olimpijskiego w koronnej konkurencji - skoku przez konia, byłby wspaniałym uwieńczeniem jego pięknej kariery. Blanik ma w swojej kolekcji, oprócz medalu z Sydney, złote medale mistrzostw świata i Europy, zwycięstwa w Pucharach Świata i wielu prestiżowych imprezach.
 
- Tuż przed igrzyskami byłeś w chińskim Tianjin na zawodach Pucharu Świata.
- Zająłem co prawda trzecie miejsce, ale głównym celem było zapoznanie się ze sprzętem, na którym będziemy ćwiczyć podczas igrzysk. Trenowałem już na tych przyrządach podczas zgrupowania w Salonikach, ale start w Tianjin był cennym doświadczeniem.
- Trenujesz już na olimpijskich obiektach. Jakie wrażenie?
- Oficjalny trening, w hali, w której będziemy walczyć o medale, odbył się 6 sierpnia. Obiekt jest rewelacyjny, piękny, funkcjonalny. Do tej pory ćwiczyliśmy w bocznych salach, ale co ciekawe wszystkie przyrządy ustawione były na podestach – a więc trenowaliśmy w takich warunkach, w jakich będziemy startować. To się jeszcze nigdy nie zdarzyło. Poza tym tego sprzętu jest tak dużo i tak świetnie jest przygotowany, że nie ma kłopotów z treningiem. Wszystko jest naprawdę świetnie zorganizowane, wolontariusze starają się na każdym kroku pomagać. Myślę, że to będą znakomite igrzyska.
- Widziałeś już swoich najgroźniejszych konkurentów? Jak się prezentują?
- Nie widziałem Rosjan, ale są Japończycy, Rumuni – z Dragulescu, moim największym rywalem. Można nawet powiedzieć, że to rywal wszech czasów. Na treningach nie prezentuje się rewelacyjne, ale to szczwany lis, bardzo doświadczony i utytułowany zawodnik. Potrafi zmobilizować się na najważniejszy start i pokazać w nim cały swój gimnastyczny kunszt.
- Masz problem z astmą i alergią. Czy pekiński klimat nie daje ci się we znaki?
- Jak do tej pory wszystko jest w porządku. Unikam długiego przebywania na powietrzu, raczej staram się spędzać wolny czas w zamkniętych pomieszczeniach, gdzie działa klimatyzacja.
- Jakie warunki macie w wiosce olimpijskiej?
- Fajne. Pokoje są skromne, ale wygodne z łazienkami. Jedyna drobna rzecz to odległość od stołówki, jakiś kilometr trzeba iść. Ale to nie takie straszne. Poza tym wszyscy staramy się, żeby w ekipie była fajna atmosfera. I czujemy się ze sobą znakomicie.
- Podczas głównego ślubowania reprezentacji, które odbyło się z udziałem premiera Donalda Tuska, składałeś przyrzeczenie w imieniu zawodników. Była trema?
- Jasne! Byłem zaskoczony ale i dumny z tego, że właśnie mnie przypadł w udziale ten zaszczyt. Było bardzo sympatycznie i fajnie.
- Zapowiadasz, że po igrzyskach kończysz karierę, ale może złoty medal wpłynie na zmianę decyzji?....
- Powiedziałem, że bez względu na wynik w Pekinie w 2009 roku kończę karierę.  I tak się stanie bez względu na kolor medalu…To trudny moment w karierze zawodnika, ale trzeba wybrać odpowiedni czas na rozstanie. Choć wiadomo, że rozstania są bolesne…
 
Jan Jakubowski
grajmy.com